≡ Menu
malzenstwojestdobre.pl
rozwój i emocje

Co sprawia, że ludzie łączą się w pary, tworząc związki „na dobre i na złe? Jakby na złość wszystkim tym, którzy usilnie pracują nad skutecznym podrywem i dopracowują swój wygląd do perfekcji, badania dowodzą, że tajemnica wzajemnego przyciągania „na dłużej” leży w zupełnie innym miejscu. Owym magnesem – jak twierdzą Robin Skynner i John Cleese* – jest podobieństwo historii rodzinnych…

co nas łączy?
Każda rodzina w konkretny sposób traktuje określone postawy czy emocje, a tym samym kształtuje charakterystyczną kombinację nawyków w sferze uczuć – jedne uważane są w niej za dobre i pożądane, inne za złe. Na przykład tam, gdzie ceni się posłuszeństwo, złość będąca wyrazem buntu bywa tłumiona, chowa się ją za “kurtynę” jak niepotrzebny rekwizyt w teatrze. Takie odizolowane uczucie to inaczej “martwe pole”, coś, czego nikt nie dostrzega. Poprzez tłumienie, zaprzeczanie, wypieranie niechcianych stanów, rodzina tworzy prywatne tabu. Stanowi ono swego rodzaju tajemnicę, zakaz, który paradoksalnie jest tym, co identyfikuje i spaja rodzinę.

Kiedy myślimy o założeniu rodziny, podświadomie szukamy takiego partnera, który da mam poczucie bezpieczeństwa, pewność, że schowane za zasłoną emocje, popędy nie eksplodują w najmniej oczekiwanym momencie, niczym pocisk wystrzelony ze źle zabezpieczonego pistoletu. Jakość związku zależy od tego, na ile partner to ten, którego historia rodzinna – jego tabu i „martwe pola” – są takie, jak nasze własne. Przy czym największe szanse rozwoju daje wyrozumiałość na to, co znajduje się za kurtyną. Kiedy wyczuwamy w drugiej osobie ukryte i zanegowane emocje, jesteśmy tym zauroczeni, bo tak naprawdę w głębi ducha mamy nadzieje na odzyskanie brakujących fragmentów własnej psychiki. Stopniowe odkrywanie zasłon pozwala identyfikować wspólne “martwe pola” na bezpiecznym gruncie – “w końcu on/ona ma w swej podświadomości to samo co ja”. Akceptacja ta pogłębia zaangażowanie i niweluje rutynę. Związki, w których małżonkowie wspierają się w utrzymywaniu tłumionych emocji to układy bezpieczne i trwałe, ale monotonne. Natomiast tam, gdzie tabu jest usilnie chronione, panuje nieustanna walka, będąca częścią strategii obrony ukrytych słabości. Obie strony są wówczas nadmiernie wrażliwe na krytykę. Zabawa zasłonami, w ich uchylanie i zasuwanie, dają szansę na bycie we dwoje w mniej lub bardziej satysfakcjonujący sposób. Oczywiście sukces ten zależy od tego, na ile umiejętnie aktorzy przechodzą ze sceny za kulisy i z powrotem po to, by uczyć się siebie nawzajem, na ile biorą na siebie odpowiedzialność za to, co wnoszą do związku. Partnerzy dążą do odzyskania pełni, poprzez odnajdywanie w drugim tej części emocji czy popędów, której nieświadomie nauczyli się zaprzeczać we własnych rodzinach.

  • matki i synowie
    Ona gra rolę silnej matki, a on bezradnego dziecka. W ten sposób zdobywa uwagę żony, ale jednocześnie traci szansę znalezienia w sobie siły. Jest to zresztą na rękę kobiecie, która w ten sposób może „ubezwłasnowolnić” partnera. Sama płaci za to wysoką cenę – traci poczucie, że ich miłość jest bezinteresowna.
  • ojcowie i lalki
    Tutaj to kobieta gra bezradną, przesadnie słabą histeryczkę, a mężczyzna opanowanego, opiekuńczego, inteligentnego i zaradnego (w tym finansowo). Partnerka zwykle jest urodziwa, jak ładna lalka, która mało mówi, ale zawsze jest gotowa podkreślać doskonałość swego męża.
  • dręczycielki i czarujący mężczyźni
    W tym układzie mężczyzna zdaje się nie spełniać oczekiwań żony, która nieustannie go krytykuje, projektując w istocie na niego swoje słabości. Tak maluje się obraz szukającej dziury w całym hetery i godnego politowania, uciekającego, najczęściej w sport lub chowającego się za gazetę, męża, który swoją obojętnością na jej lament rani mocniej niż ona sama atakiem.
  • panowie i służące
    Mężczyznę w tym związku charakteryzuje konsekwencja i nieustępliwość, ale też arogancja, wynikająca z poczucia bycia „wszechwiedzącym”. Jego partnerka to „superżona”, goniąca od zmywaka do dziecięcych pieluch, przesadnie dbająca o dobre samopoczucie swego pana. Podświadomie boi się własnej siły, dlatego skrupulatnie wypełnia rolę zależnej i nieatrakcyjnej, mimo iż sprawia jej to przykrość. Mężczyzna natomiast, tuszując swoją słabość, zwłaszcza przed samym sobą, wielokrotnie podkreśla niedoskonałość swej partnerki. 
  • jastrzębie
    To związek dynamiczny, gdzie nie występują pozycje zależności. Małżonkowie spuszczają kurtynę na swoją słabość, walcząc nieustannie o wzajemne uznanie i miłość przez okazywanie sobie głównie… złości i wrogości. Każde z nich próbuje udowodnić sobie własną doskonałość. Paradoksalnie jest to związek trwały, gdyż gniew nie ma niszczyć czy poniżać partnera, ale kruszyć mur blokujący autentyczny kontakt.
  • gołębie
    To wersja sielankowej miłości bez konfliktów. Partnerzy pochodzą z rodzin, w których należało bezwzględnie być grzecznym i uprzejmym. Za nic w świecie nie pozwalają sobie na odsłonięcie siły, niechęci czy gniewu. Pozornie wycofują się z rywalizacji, w istocie manipulując partnerem na zasadzie ustępstwo za ustępstwo. Ta „doskonałość” bywa jednak źródłem wielu rozczarowań.

Karolina Zalewska, psycholog i psychoterapeuta

* Cleese J., Skynner R., Zyć w rodzinie i przetrwać, Warszawa 2005

ŹRÓDŁO: MIESIĘCZNIK KATOLICKI LIST,  CAŁKIEM INNA OPOWIEŚĆ O MIŁOŚCI, NUMER 07.2012
ZAMÓW PRENUMERATĘ LISTUhttp://www.list.media.pl/list/prenumerata/

 

Next post:

Previous post: