≡ Menu
malzenstwojestdobre.pl
praca i emocje

„Czemu nie zapytał, czemu nie zrobił żadnego kroku, czemu niczego więcej od życia nie oczekiwał”. O dawaniu szansy sobie i innym Konrad Milewski.

Minęło właśnie 15 lat od chwili, kiedy odłożył pierwszy ciężko zarobiony grosz na upragniony wyjazd za ocean.  Skończył już 45 lat, ale wciąż miał ten sam błysk w oku, to samo Marzenie. Skrzętnie, z żołnierską dyscypliną, z niepojętym uporem i z niekończącym się ciągiem podjętych wyrzeczeń gromadził ziarnko do ziarnka, zapełniając swój skarbiec – ekwiwalent biletu na statek rejsowy. Planował podróż swego życia, planował podróż do lepszego życia, do wyobrażeń o życiu, do wyobrażeń o szczęściu, planował nowe życie, planował siebie nowego, planował siebie od nowa – wierzył w zwycięstwo, był krok od niego.
Trzęsącymi się nerwowo rękami wręczał dorobek swojego życia w kasie portowej, zamieniając swoje „wszystko” na kawałek papieru – na bilet do raju. Kurczowo zaciskając dokument podróżny, nie chciał go wypuścić, nie chciał nic już stracić, przytulał do siebie, jakby chciał się ogrzać, wpatrywał się w niego, jakby chciał coś wypatrzyć, przykładał do ucha, jakby chciał coś usłyszeć – raz trzymał oburącz, a raz w jednej ręce, bał się go zagiąć, bał się go pobrudzić, bał się, ale radował na myśl o podróży. Kiedy wchodził na pokład pomostem „niebieskim”, trzymał go właśnie przy sercu podbijając tętno, rozkoszując się chwilą, napawając smakiem i zapachem bryzy. Każdy krok na przód to tryumf  jego zawziętości w dążeniu do celu. Marzenie właśnie się spełniało – niczego innego już nie chciał. Setki rozradowanych pasażerów dawało upust swoim emocjom tańcząc, krzycząc, podskakując obejmując się czule, każdy z nich miał swój powód, każdy z nich miał nadzieję, każdy z nich wierzył w jutro – nową jakość jutra.
Podróż do Nowego Świata miała trwać około trzech tygodni. Statek płynął w obranym przez siebie kierunku,  kołysał się delikatnie, unosił i opadał jakby nie chciał przeszkadzać i burzyć nastroju.
On siadał zawsze w kąciku sali, ściskając bagaż – mały plecak podróżny, który był wszystkim, co ze sobą zabrał – nie miał przecież niczego poza Marzeniami. Wyjmował okruch sczerstwiałego chleba i kilka sucharów, napełniał kubek zimną wodą z kranu i tak wieczerzał karmiąc głodne ciało. Rozpoczynał zawsze ze wszystkimi, kiedy w głębi sali rozlegał się gwar rozmów, brzmienie obijających się o siebie talerzy i dźwięczących sztućców. Na stołach panował przepych, ponad stołami unosiła się woń zmieszanych zapachów mięs, serów i przypraw. Zapach przenikał skutecznie przez jego nozdrza, pobudzał łaknienie, rozdrażniał i wzdrygał, powodował skurcze i fale cierpienia. Ślina wydzierała się ze szczelnie przymykanych ust, on wtedy zagryzał swoje prymitywne danie – chleb z sucharami – popijając wodą. Siedział w kąciku, zgarbiony, z przygnębioną miną – wiedział, że na nic go nie stać – miał tylko na bilet – i aż na bilet. Nie marzył o niczym więcej.
Trzeci tydzień podróży dobiegał końca, kiedy znowu zasiadł do swojej kolacji. Z chleba i sucharów zostały już tylko bezkształtne kawałki i trochę okruchów – kęsy rozszarpane. Oparty o ścianę, pieczołowicie wybierał te większe i popijał wodą. Wtedy ktoś podszedł do niego, uśmiechnął się szczerze i przykucnął, jakby chciał coś powiedzieć. Przywitał się, zapytał o zdrowie, zapytał o podróż, ale się też zdziwił. „Dlaczego przez całą podróż siadał pan samotnie w tym kącie, nie dołączył do nas, do zastawionych stołów, do naszych dyskusji, do wspólnej zabawy? Czy coś pana trapi, czy coś się stało, czy ma pan problem ze zdrowiem, czy czegoś za mało?” Powiedział to z wielka troską. Oczekując odpowiedzi, wsparł się na jego ramieniu i ścisnął bratersko.
„Miałem pieniądze tylko na bilet, przeznaczyłem wszystko, co miałem, byle tylko się tutaj znaleźć. Nie mogłem sobie pozwolić dodatkowo na wykupienie posiłków” odrzekł niemal szeptem, próbując ukryć zażenowanie.
„Ale, przecież wszystkie posiłki, te pyszne obiady, wspaniałe kolacje, pięknie zastawione stoły, płonące świece – były zawarte w cenie biletu!” wykrzyknął mężczyzna z zaskoczeniem i z niedowierzaniem – „Czy nikt panu tego nie powiedział? Dlaczego pan nie pytał, dlaczego pan nie chciał zapytać…?”
Zaprzestał wybierania okruszków, był rozczarowany, uniósł wzrok, przymknął nieco powieki. Zastanawiał się, czemu nie zapytał, czemu nie zrobił żadnego kroku, czemu niczego więcej od życia nie oczekiwał.

ŹRÓDŁO: KONRAD MILEWSKI: NIEBO NA ZIEMI