≡ Menu
malzenstwojestdobre.pl
młodzież w domu

Do krakowskiego Stowarzyszenia Siemacha przychodzą osoby pochodzące z różnych środowisk. Różne są ich historie i potrzeby, ale jedno ich łączy – pragną przebywać z ludźmi, którzy ich akceptują takimi, jacy są, i otrzymać pomoc bez względu na wszystko, jeśli sami o nią poproszą „Gdy na początku działalności Stowarzyszenia w 1993 r. pytaliśmy młodych ludzi, co na co dzień najbardziej im dokucza, odpowiadali, że nuda!” – czytamy na stronie internetowej Siemachy.

Dlatego dziś inicjatorzy Stowarzyszenia stawiają na twórczość. „Wolność najpełniej objawia się w działaniu” – twierdzą.Aktualnie Siemacha to kilkanaście placówek w Krakowie i wiele nowo powstających ośrodków poza jego obszarem. Składają się na nie zarówno placówki dzienne (dzienne ośrodki społeczne i młodzieżowe ośrodki rozwoju społecznego), jak i ośrodki całodobowe; są też takie, które oferują uczestnictwo w terapii. Wśród nich warto także wymienić centra rozwoju sportowego Com Com Zone. Ośrodki dzienne to miejsca, do których młodzi ludzie mogą przyjść po szkole, uzupełnić zaległości w nauce, rozwijać swoje zdolności i talenty, a także po prostu miło spędzić czas.

skrzynka z pytaniami
„Szukasz wciąż. Czy znasz sens? Miejsce to pozwoli ci rozwijać się! Siemacha szansę da!” – śpiewa w dżinglu promocyjnym grupa muzyczna Młodzieżowego Ośrodka Rozwoju Społecznego (MORS) mieszczącego się w centrum handlowym Bonarka. „Kiedyś moje życie wyglądało zupełnie inaczej – opowiada Justyna, jedna z wychowanek MORSa. – Mój czas był źle zagospodarowany, nudziłam się. Odkąd jestem tu, w moim życiu dużo się dzieje, rozwijam się. To miejsce jest dla mnie drugim domem”. To nie jedyne takie wyznanie, podobne można usłyszeć od Dawida: „MORS w Bonarce jest dla mnie odskocznią od problemów. To właśnie tu szukam ich rozwiązania. Poza tym myślę, że jest to tak jakby mój drugi dom”.
Tygodniowy harmonogram w tej placówce przyciąga uwagę swą różnorodnością. Interesujące są zarówno rodzaje zajęć, jak i nazwy miejsc, w których one się odbywają: pracownia naukowa to Kosmos, muzyczna to Fonogram, a komputerowa – Matriks. O działalności ośrodka można by wiele opowiadać. Ale co jest ważne tak naprawdę? „Największym naszym osiągnięciem jest stworzenie społeczności, która się rozwija – opowiada Anna Czuba-Chwajoł, dyrektorka ośrodka w Bonarce. – Nasza placówka jest przestrzenią do spotkania – ciepłego i życzliwego – nas, dorosłych, z młodzieżą”.
Wnętrza urządzone są tu w nowoczesnym, młodzieżowym stylu. Przeważają żywe kolory, a na ścianach zwracają uwagę komiksowe wielkoformatowe malowidła. Wszystko po to, by młodzież czuła się tam dobrze. Czy jednak chodzi tylko o to? „W stworzonym przez nas dżinglu pada pytanie: »czy znasz sens?«. Te słowa nie są przypadkowe – tłumaczy Mikołaj Budniak, muzyk jazzowy, teolog i instruktor muzyczny w MORS w Bonarce. – Wydaje mi się, że w dzisiejszych czasach nie wystarczy »głodnych nasycić« w sensie dosłownym. Trzeba dać im jakiś drogowskaz, bo oni są naprawdę pogubieni i potrzebują konkretów”. Nie musiał swoim wychowankom mówić o Bogu, miał po prostu prowadzić zajęcia muzyczne. Oni jednak sami do niego przychodzili ze swoimi naprawdę poważnymi problemami, więc nie potrafił przejść obok tego obojętnie. Wraz z koleżanką, Wioletą Szczurek, postawili skrzynkę, do której każdy mógł wrzucić kartkę z pytaniami, a później spotykali się i rozmawiali o tym. Tak mniej więcej zaczęła się działalność ich autorskiej grupy Pustelnik.
Były też wyjazdy. Wszystkie owiane tajemnicą. „Będziemy rozmawiać o życiu i starać się poznawać samych siebie” – słyszeli młodzi ludzie. A na miejscu? Też same niespodzianki. Działanie przez zaskoczenie. „Pierwszy wyjazd zorganizowaliśmy do Dukli, a jego bohaterem był pochodzący z tej właśnie miejscowości św. Jan, pustelnik. Stąd też nazwa grupy” – tłumaczy Mikołaj Budniak. „Nie zapraszaliśmy przypadkowych osób, tylko te, które naprawdę czegoś chciały – dodaje Wioleta Szczurek, pedagog i wieloletnia animatorka Oazy. – Niekoniecznie były to osoby szukające Boga, ale tęskniące za czymś więcej niż tylko to, co »tu i teraz«. To było trudne, przypominało selekcję. Ale wiemy, jak łatwo jest zniszczyć wszystko od środka, jeśli ktoś podjudza i próbuje przeciągnąć innych na swoją stronę”.

piwo albo Msza
W Wielkim Poście młodzi z Pustelnika zorganizowali Drogę Krzyżową dla wszystkich wychowanków Siemachy ze swojego ośrodka. Wzięcie krzyża, Upadek, Skazanie na śmierć. Najpierw komentarz stanowiły fragmenty filmów, teledysków czy innych wydarzeń medialnych. Później mówili już sami: co jest ich krzyżem, kto jest ich Weroniką i Szymonem, i wreszcie, co się dzieje, kiedy „umierają”. „Przez tę Drogę Krzyżową chcieliśmy przekazać naszym kolegom emocje, które towarzyszyły nam na wyjazdach – mówi Dawid. – Szkoda, że tak niewielu z nich zostało i miało okazję tego doświadczyć”. „Oni często myślą, że my tu tylko się modlimy, siedzimy z różańcami i kto wie, co jeszcze. Mówią, że ich nie interesują takie religijne sprawy – dodają Ania i Justyna. – Widziałyśmy osoby, które chciały zostać, ale ich znajomi się oburzali: »Co, zostajecie na Drodze Krzyżowej?!«”. Tamci nie wytrzymali presji, ale „pustelnicy” przekonują, że nie wstydzą się swojej wiary. Potrafią powiedzieć, że nie pójdą na piwo, bo idą do kościoła, choć podobno i tak nikt ich na piwo nie zaprasza. Czy to dlatego, że wierzą w Boga? „Nie! Po prostu nie mamy kasy!” – śmieją się Bartek z Kamilem. Nie czują się odtrąceni, wręcz przeciwnie. „Dzięki Pustelnikowi więcej wiem, więcej rozumiem i mam większą śmiałość w rozmowach z ludźmi – opowiada Justyna. – Nieraz rozmawiam o Bogu ze znajomymi z klasy. Sami się do mnie zwracają.
Mam też kolegę, który twierdzi, że nie wierzy w nic. Ostatnio zaczął mnie pytać o bierzmowanie i nagle się okazało, że on do niego przystępuje. Myślałam, że te rozmowy nic nie dają… Ale my mamy po prostu głosić. Reszta jest po drugiej stronie”. Często rozmawiają też o sprawach trudnych i kontrowersyjnych. „Ludzie mnie pytają: »Dlaczego twój Bóg nie może sprawić, że nie będziesz cierpieć?«. Ale tak naprawdę to kto powiedział, że mam nie cierpieć?” – zastanawia się Justyna.
Tomek opowiada z kolei o historii Nicka Vujicica, którą przedstawiał im pan Mikołaj: „Nick urodził się bez rąk i bez nóg i po prostu radzi sobie z tym. My, z naszymi problemami, skarżymy się, a on daje radę. Walczy. Mówi, że Bóg ma dla niego plan. Tak sobie myślę, że my przeżywamy pewne dramaty teraz, by przygotować się na coś trudniejszego”. Powszechne są też wątpliwości dotyczące konfliktu nauki z wiarą. „Kiedyś kolega zwrócił się do mnie z pytaniem, co powie Kościół, kiedy świat nagle odkryje jakieś inne stworzenie we wszechświecie. Że Bóg tak chciał? Czy po prostu znajdzie sobie inną wymówkę? To mnie wtedy zastanowiło,więc poszedłem z tym do pana Mikołaja. Często tu rozmawiamy o takich rzeczach” – opowiada Dawid.

czerwona szminka i czwarta nad ranem
Największy entuzjazm wzbudzają wspomnienia z czterech dotychczasowych wyjazdów. Młodzi przekrzykują się między sobą i wszystkie emocje powracają. „Te wyjazdy to taka nasza nasza tajemnica. Inni siemachowcy wiedzą, że było tam coś takiego, że warto było pojechać. Ale co dokładnie się działo? Tego już im nie mówimy” – tłumaczy Tomek. „Dla nas zresztą to też był eksperyment. Byliśmy królikami doświadczalnymi” – śmieją się Ania i Dawid. Nigdy nie wiedzieli, gdzie jadą, ani co ich czeka. Na miejscu również nie dostawali żadnych programów. Wszystko było zaskoczeniem. Mówią, że gdyby wiedzieli wcześniej, jaki będzie finał, to nie miałoby to takiego sensu. „Najpierw trzeba przejść pewne etapy, konkretną drogę – zauważa Justyna. – Na przykład kiedy zobaczyłabym rano słowa »Bóg Cię kocha« napisane szminką na lustrze, po prostu bym się uśmiechnęła. Ale to nastąpiło po najmocniejszym momencie wyjazdu! W trakcie pewnej animacji zdałam sobie sprawę, jaka jestem brudna, jak wszyscy jesteśmy grzeszni. I kiedy poszliśmy się umyć (dosłownie), był tam właśnie ten napis. To był szok i to miało zupełnie inny wymiar”. „Albo kiedy na innym wyjeździe pan Mikołaj obudził nas o czwartej rano i zabrał do kaplicy. Na samym początku myślałem, że wyjdę z siebie. Nie wiedziałem, co się dzieje! Potem siedzieliśmy tylko przy świecy i śpiewaliśmy piosenki. W ogóle pan Mikołaj z gitarą… Pełna klasa!” – zachwyca się Dawid i wszyscy mu wtórują.
Ania opowiada o dwóch filmach, w których śmierć ponoszą niewinne dzieci: „W jednym ojciec musiał wybrać: albo śmierć dziecka, albo wszystkich pasażerów pociągu (film »Most«, traktujący metaforycznie o ofierze Chrystusa). Później długo się zastanawiałam, co ja bym zrobiła w takiej sytuacji, i doszłam do wniosku, że chyba uratowałabym jednak dziecko… Bo ja to bym za dzieci oddała życie”. Bartek z kolei przypomina pewną animację z paleniem kartek: „W trakcie wypisywania trudnych wspomnień wszystko do mnie powracało, ale potem już przyszła tylko ulga”. Dla Tomka zaś najmocniejszym przeżyciem była pewna prezentacja… „Po tym spotkaniu zostałem jeszcze pół godziny i dochodziłem do siebie. To naprawdę miało moc i znaczenie”. Największe wrażenie zrobił na nich drugi wyjazd – do Lipnicy. Tam najwięcej się działo, towarzyszyły im najmocniejsze emocje. Czy jednak mniej emocji znaczy gorzej? „Nie gorzej – sprzeciwia się Justyna – tylko dojrzalej. Choć nie twierdzę, że już jesteśmy dojrzali! Nie jesteśmy jeszcze na wszystko gotowi. Na jednym wyjeździe odmawialiśmy brewiarz, który nas męczył, bo go nie rozumieliśmy. Chcieliśmy coś swojego, więc sami ułożyliśmy modlitwę”.
A jak ta dojrzałość wygląda z zewnątrz? Czy emocje nie stają się przeszkodą? „Jako teolog oraz wieloletni lider uwielbienia w Odnowie w Duchu Świętym przeszedłem solidną formację i nie pozwalam młodym na fruwanie pod niebem – wyjaśnia Mikołaj Budniak. – Wiemy, że jest to bardzo ryzykowne, dlatego też na wyjazdy zapraszamy do współpracy duchownych. Nie chcemy, żeby młodzi czuli, że mogą wszystko. Potrzebna jest im obiektywna weryfikacja”. „Poza tym sami siebie weryfikują w zetknięciu z innymi siemachowcami – dopowiada Wioleta Szczurek. – Nieraz tłumaczą, że każde środowisko, w którym są, rządzi się innymi prawami. Czasem musi wygrać prawo dżungli. Ale my walczymy o to, by wygrywało to drugie – prawo miłości i moralności. Myślę, że jesteśmy na dobrej drodze”.

Katarzyna Cudzich-Budniak

ŹRÓDŁO: MIESIĘCZNIK KATOLICKI LIST,  JAK PRZETRWAĆ W SZKOLE, NUMER 09.2012
ZAMÓW PRENUMERATĘ LISTUhttp://www.list.media.pl/list/prenumerata/