≡ Menu
malzenstwojestdobre.pl
przyczyny problemów, dziecko i my

„Czy mój syn musi wyprowadzić się z domu? Przecież nigdzie nie będzie mu tak dobrze jak u mnie, nikt tak o niego nie zadba, a dziewczyna, którą znalazł, zupełnie się do tego nie nadaje” – zastanawia się matka 30-letniego mężczyzny. „Czy moje odejście z domu rodzinnego nie sprawi przykrości mamie, czy pogodzi się ona ze swoją samotnością?” – zadaje sobie pytanie 24-letnia jedynaczka, planując ślub z ukochanym mężczyzną. Jest bardzo związana z matką, ma poczucie winy, ale jednocześnie uważa, że nadszedł czas, by założyć własną rodzinę. Takie i podobne dylematy przeżywają rodzice i ich pragnące „wyfrunąć” z rodzinnego gniazda dzieci.

Czas życia rodziny, w którym następuje proces wkraczania potomstwa w okres dorosłości, stanowi ważne wyzwanie tak dla dzieci, jak i rodziców. Analizując ten czas, częściej interesujemy się przeżyciami matek niż ojców, ponieważ zakładamy, że matka jest silniej zaangażowana w proces wychowania dzieci, a ojciec częściej na pierwszym miejscu stawia pracę zawodową i potrafi zachować dystans wobec dylematów rodzinnych, łatwiej tym samym godzi się z odejściem dorosłych dzieci z domu. Przekonanie o takim zróżnicowaniu podejścia rodziców nie jest poparte badaniami naukowymi. Na obecnym etapie wiedzy psychologicznej możemy przyjąć, że ojcowie nie tyle słabiej, co po prostu inaczej niż matki doświadczają rozstania z dorosłymi dziećmi, nie ujawniając tego na zewnątrz (zgodnie z obowiązującym wizerunkiem powściągliwego mężczyzny). Skoncentrujmy się więc z konieczności na kobietach.

macierzyńskie bezrobocie
Gdy dzieci dorastają, kobiety na ogół osiągają wiek określany jako średni (tzw. średnia dorosłość), który bywa uważany przez psychologów za szczególnie trudny i stresujący. W tym czasie ich rodzice (pokolenie dziadków) wkraczają w wiek senioralny. Zmniejsza się ich sprawność fizyczna, pojawiają się choroby, coraz częściej potrzebują pomocy innych osób. Tej pomocy i wsparcia udzielają im najczęściej córki. Z poświęceniem opiekują się nie tylko swoimi rodzicami, ale zdarza się, że również schorowanymi teściami. Jednocześnie kobiety te nie zaniedbują obowiązków zawodowych, z determinacją starają się sprostać wymaganiom stawianym im w miejscu pracy. Nie ograniczają też swego zaangażowania w problemy małżonka i swoich dzieci. Przez to nadmierne zmęczenie fizyczne i przeciążenie psychiczne kobiet wiążące się z nawałem zadań jakie stawia przed nimi pokolenie starsze i młodsze – okres średni nazywany jest kanapkowym lub sandwiczowym. Pozwala to wyobrazić sobie kobietę na wzór plastra sera przygniecionego przez kromki chleba z dołu i z góry.
Do wymienionych zadań i problemów dołącza, prawdopodobnie najtrudniejsze, uporanie się z odejściem dorosłych dzieci z domu rodzinnego. Pojawia się w związku z nim konieczność zmian w roli rodzicielskiej – ograniczenia zabiegów opiekuńczych na rzecz przyzwalania na niezależność i samodzielność młodego pokolenia, rezygnacji z działań sprawdzonych we wcześniejszych okresach rozwojowych, opierających się na podporządkowaniu i posłuszeństwie, i budowaniu partnerskich relacji na zasadzie „dorosły z dorosłym”. Tego typu przemiany natrafiają na wewnętrzny opór części kobiet, które nie mogą pogodzić się z sytuacją tzw. macierzyńskiego bezrobocia – nie potrafią cieszyć się ze zmniejszenia liczby obowiązków i zwiększenia ilości wolnego czasu, a także trudno jest im żyć w poczuciu, że dziecko nie potrzebuje już takiej troski jak wcześniej. Mogą czuć się odrzucone, zbędne, niepotrzebne, co z kolei może wywołać poważne przygnębienie i smutek, które wynikają z przekonania, że nie mają już dla kogo żyć.
Obrazu możliwych napięć i negatywnych odczuć kobiet w średniej dorosłości dopełniają dolegliwości związane z występującym w tym okresie procesem przekwitania, dającym w efekcie sensacje fizjologiczne, np. uderzenia gorąca, zlewne poty, łomotanie serca oraz zmarszczki, zwiotczenie mięśni czy przyrost tkanki tłuszczowej. W rezultacie kobieta może odczuwać nasilenie procesów starzenia się i przyspieszenie procesu utraty swej atrakcyjności. Bywa że brak akceptacji dla postępujących zmian w organizmie wywołuje u niej obniżenie nastroju, a nawet poważną depresję.

można też inaczej
Aby w pełni scharakteryzować okres średniej dorosłości, należy jednak pokazać również dobre strony tego etapu życia. Przekwitanie nie musi być dolegliwe. Uważa się, że za łagodny jego przebieg może odpowiadać pozytywny stosunek społeczeństwa wobec osób w podeszłym wieku (jest tak np. w społeczeństwie japońskim), aktywność zawodowa kobiet, stosowanie diety bogatej w fitoestrogeny czy korzystanie z osiągnięć medycyny w zakresie terapii hormonalnej, skutecznie zmniejszającej nasilenie objawów klimakteryjnych. Zakończenie procesu prokreacji nie zawsze jest odbierane jako dramat, czasem wpływa na poprawę samopoczucia psychicznego kobiety, bo pozbywa się ona towarzyszącego jej wcześniej lęku przed nieplanowaną ciążą. Odejście dorosłych dzieci z domu również nie musi wiązać się z rozpaczą. Wręcz przeciwnie, może wywołać uczucie ulgi i być uzdrawiające dla małżeństw, w których przez całe lata dzieci były powodem konfliktów. Psychologowie często zaznaczają, że rodzice po usamodzielnieniu się dzieci mogą przeżywać znaczący wzrost satysfakcji ze związku, porównywalnej z okresem tuż po ślubie. Wolni od obowiązków wychowawczych mogą ponownie cieszyć się sobą, rozważać problemy bezpośrednio ich dotyczące, okazywać sobie czułość, a w czasie spacerów trzymać się za ręce i wspominać młodość. Dlatego ten czas zwany jest powtórnym miesiącem miodowym.

Zauważa się również, że kobiety w średniej dorosłości, po zmniejszeniu się liczby zajęć związanych z dziećmi, potrafią w pełni odnaleźć się w pracy zawodowej oraz podjąć wiele wyzwań dotyczących własnego rozwoju. Jeżeli pojawiają się wnuki, znakomicie i z wielkim oddaniem umieją wejść w rolę babci. Jeśli można tak dobrze przejść ten okres, to co w takim razie z syndromem pustego gniazda? Czy kobiety są skazane na jego doświadczanie? Jak często to się zdarza i jakie są tego skutki?

syndrom
Pojęcie syndromu pustego gniazda pojawiło się w związku z badaniami nad depresją kliniczną kobiet w średnim wieku. Tak się złożyło, że wśród chorujących na depresję kobiet większość stanowiły te, których dorosłe dzieci odeszły z domu i usamodzielniły się. Powiązano w sposób nieuprawniony te dwa fakty jako przyczynę i skutek oraz stwierdzono, że przyczyną depresji jest domowa pustka. Początkowo więc syndrom pustego gniazda oznaczał depresję, na którą cierpiały kobiety po zakończeniu procesu wychowania dzieci. W kolejnych badaniach kobiet, których dzieci odeszły z domu, nie ustalono szczególnego nasilenia objawów depresji. Nasuwał się więc wniosek, że silna reakcja depresyjna w sytuacji odejścia dzieci może pojawić się u wybranych kobiet, ale nie jest ona ani jedyna, ani powszechna, jak również trudno uznać ją wyłącznie za skutek opustoszałego gniazda.
Ostatnio przyjmuje się, że syndrom pustego gniazda to nieprzystosowawcza reakcja na przejście matek w tzw. okres porodzicielski. To doświadczanie uczucia smutku, żalu i pustki z powodu usamodzielnienia się dzieci, a także lęku przed samotnością i obawy przed brakiem wsparcia ze strony dzieci w przypadku utraty sił lub choroby. Cierpiąca na ten syndrom kobieta za wszelką cenę usiłuje podtrzymać relację z dzieckiem na dawnych zasadach, oczekuje, że będzie ono nadal liczyło się z jej zdaniem, uwzględniało jej sugestie, postępowało zgodnie z jej systemem wartości. Nadmiernie ingeruje w życie dziecka, narzucając się stale ze swoją pomocą. Prowokuje stałą koncentrację dziecka na swojej osobie, na przykład przez szantażowanie złym stanem zdrowia. Jak wynika z badań, syndrom pustego gniazda występuje u stosunkowo małej grupy kobiet, szacowanej na 25-35%, i najczęściej zanika po około dwóch latach od opuszczenia przez dzieci domu rodzinnego.

co pomaga…?
Większość kobiet szybko akceptuje rozstanie z dorosłymi dziećmi. W dodatku jeżeli dzieci utrzymują dobry kontakt z matkami, te ostatnie są wolne od lęków, poczucia pustki i obawy przed samotnością. Bycie oddzielnie, lecz psychicznie blisko z dziećmi stanowi warunek pomyślnego przystosowania się kobiet do dorosłości dzieci. Partnerskie relacje z nimi wpływają na podwyższenie się poziomu dobrego samopoczucia psychicznego matek. Warto dodać, że panujące w rodzinie demokratyczne stosunki w okresie dzieciństwa i dorastania stanowią dobry grunt do budowania na podobnej zasadzie stosunków z dorosłym dzieckiem. Kolejny czynnik sprzyjający dobremu przystosowaniu się matek do procesu usamodzielniania się dorosłych dzieci to panujący w rodzinie dobry klimat emocjonalny i utrzymywanie bliskich relacji z mężem. Koncentracja na współmałżonku, rekonstrukcja tego, co było przed laty najlepsze w ich związku, czyli przeżywanie powtórnego miesiąca miodowego, wypełnia emocjonalną lukę, jaka powstała po usamodzielnieniu się dzieci. Wśród matek dobrze radzących sobie z odejściem dzieci z domu dominują kobiety dobrze wykształcone i zaangażowane w pracę zawodową oraz potrafiące zorganizować sobie wolny czas – realizujące własne zainteresowania i zamiłowania. Jest to czynnik złożony, składa się nań otwartość na nowe doświadczenia, większa wrażliwość na problemy innych, większa empatia, większa wiedza. Tak więc uważa się, że nie samo wykształcenie jest ważne, ale to, co z nim się wiąże…

a co szkodzi?
Z badań wynika, że kobiety realizujące w sposób tradycyjny swoją społeczną rolę są bardziej skłonne do negatywnego przeżywania rozstania z dorosłymi dziećmi. Należą do tej grupy kobiety słabiej wykształcone, niepracujące zawodowo, nastawione na zaspokajanie potrzeb rodziny, rezygnujące z własnego rozwoju i osobistych zainteresowań, żyjące życiem poszczególnych członków rodziny. Ujmowana tradycyjnie rola kobiety jako gospodyni domowej uważana jest za szczególnie niekorzystną dla zdrowia psychicznego, i odwrotnie – praca zawodowa kobiety stanowi ważny warunek jej dobrego samopoczucia.
Istotnym czynnikiem narażającym kobietę na syndrom pustego gniazda jest też nadmierne angażowanie się w realizację potrzeb dziecka, przesadna koncentracja na nim, oczekiwanie, że syn lub córka nigdy nie będą chcieli ograniczyć macierzyńskiej troski i opieki. Wyzwalanie się dziecka spod kurateli troskliwej matki bywa odbierane jako brak wdzięczności albo jako sygnał, że jest mu w ogóle niepotrzebna. Syndrom jest tym bardziej nasilony, a wychodzenie z niego tym trudniejsze, im bardziej matka postrzega swe dziecko jako niedojrzałe i niekompetentne w samodzielnym radzeniu sobie z dorosłością. Nadopiekuńcza matka ma niemal zagwarantowaną niezaradność dziecka i poważny argument, by je od siebie uzależnić. Zaabsorbowanie przez matkę potomstwem może w konsekwencji całkowicie wypełnić jej czas i ograniczyć możliwość szukania innych, alternatywnych ról. Z kolei brak własnego życia stanowi pożywkę dla rozwoju syndromu pustego gniazda.
Istotne jest więc uświadomienie matkom, że warto, by z miłości i dla dobra swych dzieci podejmowały poszukiwania własnych zainteresowań bądź grupy towarzyskiej. Najlepiej nie wtedy, gdy dziecko jest już dorosłe, ale znacznie wcześniej. Syndrom pustego gniazda jest faktem, doświadczają go matki dorosłych dzieci, ale nie należy przeceniać jego nasilenia, rozmiaru oraz trwałości. Niepokoić można się jedynie o te kobiety, u których syndrom nabiera cech stałości, nie mija po dwóch czy trzech latach. Zdetronizowane przez dorosłe dzieci kobiety z syndromem pustego gniazda realizują wówczas swe cele w roli teściowych, opiewanych w licznych niepochlebnych żartach i dowcipach.

Ludwika Wojciechowska,
dr psychologii, pracuje w Zakładzie Psychologii Rozwoju Człowieka na Wydziale Psychologii Uniwersytetu Warszawskiego. Zajmuje się m.in. psychologią rodziny, jest autorką kilku publikacji na temat syndromu pustego gniazda.

ŹRÓDŁO: MIESIĘCZNIK KATOLICKI LIST,  KOBIETA MA MIEĆ SWOJE ŻYCIE, NUMER 09.2009
ZAMÓW PRENUMERATĘ LISTUhttp://www.list.media.pl/list/prenumerata/